> Strona główna / Artykuły / Norylsk. Miasto pod polarną gwiazdą
Norylsk. Miasto pod polarną gwiazdą
Czerwiec. Na zewnątrz 11 stopni Celsjusza. Ostre powietrze. Nad miastem mgła. Mnóstwo ludzi na ulicy krząta się we wszystkich kierunkach. Zamiatają chodniki, czyszczą tynki, malują na kolorowo budynki. Żółte, niebieskie, zielone ściany sprawiają, że miasto z każdą spędzoną w nim godziną coraz bardziej przypomina zaczarowaną krainę. Dopiero po pewnym czasie na języku pojawia się dziwny metaliczny posmak. Unoszący się tuman to smog. Ta metaliczna, kolorowa kraina to Norylsk.

Kiedy po kilku miesiącach ciemności, w których pogrążony jest Norylsk podczas nocy polarnej, pojawiają się pierwsze długo oczekiwane promienie słoneczne, wszyscy mieszkańcy chętnie przystępują do tzw. subotnikow. Są to społeczne akcje organizowane raz w tygodniu mające na celu upiększenie miasta na wiosnę i lato. A jest to okres krótki, bo trwający zaledwie 3 miesiące: od czerwca do sierpnia. W tym czasie norylczanie uczynią wszystko, aby w ich mieście-wyspie żyło się przyjemniej i radośniej. Wyspie, bo teren, który zajmuje Norylsk, otoczony jest Górami Tałnachskimi i ze wszech stron oblewa ją morze tundry. Ta jest bardzo zdradliwa. Miejscowi znają niejedną historię o tragicznej wyprawie na grzyby lub po jagody. Powietrze na tych szerokościach geograficznych jest dużo rzadsze, a krajobraz niezmienny po horyzont. Człowiek coraz bardziej zagłębia się w krzewinkowy świat, myśląc, że pokonał niewielki dystans, a samochód przecież został niedaleko za plecami. Kończą się zapasy wody i żywności, wycieńczony organizm nie jest w stanie wykrzesać z siebie energii na wielokilometrowy powrót i kolejne ciało na zawsze zostaje pogrzebane w wiecznej zmarzlinie.
 
Jedyna droga asfaltowa wychodząca z miasta, ciągnie się przez 100 km i prowadzi do lotniska oraz miasta portowego Dudinka, nad Jenisejem.  Do Norylska można dostać się wyłącznie samolotem bądź statkiem tą wielką syberyjską rzeką. Podróż z Krasnojarska, oddalonego o około 1500 km drogą wodną, zajmuje ponad 5 dni. Krasnojarsk jest stolicą Kraju Krasnojarskiego, ogromnej jednostki administracyjnej Rosji, której powierzchnia wynosi prawie 2,6 mln km2! To tyle, ile Polska, Niemcy, Francja, Hiszpania, Włochy i Ukraina razem wzięte. Norylsk natomiast wchodzi w skład rejonu (powiatu) tajmyrskiego, będąc jego największym miastem. Z liczbą ludności nieco powyżej stu tysięcy jest jednocześnie drugim najliczniejszym miastem w całym Kraju Krasnojarskim, ustępując jedynie stolicy. Położenie Norylska - 300 km na północ od Koła Podbiegunowego sprawia, że jest to jedno z pięciu najdalej na północ wysuniętych miast świata.
 
 
Już w latach 20-tych XVIII wieku, Piotr Wielki interesował się Półwyspem Tajmyrskim.  Zależało mu na zbadaniu morskiego szlaku wzdłuż północnych rubieży Syberii. Jednak pierwsza ekspedycja wyruszyła dopiero kilka lat po jego śmierci. Wtedy właśnie w okolicach rzeki Norylskiej założone pierwsze zimowie, niewielki drewniany obóz, gdzie wycieńczeni trudami podróży odkrywcy mogli spędzić zimę. 
 
Jednakże dopiero po upływie dwóch wieków odkryto skarby, jakie kryje w sobie tajmyrska ziemia. Odkrycie spowodowało intensywny rozwój miasta z jakże tragiczną historią. 
 
W 1920 roku na Półwysep Tajmyr z pierwszą ekspedycją, mającą na celu poszukiwania złóż węgla kamiennego, udał się wybitny badacz Arktyki, doktor nauk geologicznych i mineralogicznych, Mikołaj Mikołajewicz Urwancew. Podczas kolejnych wypraw badawczych odnaleziono również bardzo bogate rudy miedzi i niklu z dużą zawartością platyny. To właśnie tam, w miejscu odkrycia, u podnóży Góry Schmidta, w 1921 roku dla Urwancewa, jego żony i pozostałych badaczy powstał pierwszy norylski dom. Dzisiaj ,w całości przeniesiony do centrum miasta, stanowi jedną z ważniejszych pamiątek historycznych. 
 
Nikiel jest metalem wyjątkowo plastycznym, a stal niklowa charakteryzuje się bardzo dużą wytrzymałością i odpornością na korozję. W wyniku napiętej sytuacji politycznej i zbliżającego się widma wojny, w latach 30-tych w ZSRR masowo zaczęto eksploatować złoża rudy. 
 
 
To właśnie w celu pozyskania niklu oraz miedzi, do Norylska w 1935 roku dotarły pierwsze transporty więźniów. Przez kolejne dwadzieścia lat w Norylsku, Dudince i okolicach powstały oddziały i punkty tzw. Norylłagu, część ogromnego systemu GUŁAG rozprzestrzenionego na terytorium całego Związku Radzieckiego.  Dla ówczesnej władzy organizacja łagru na tych ziemiach była najbardziej ekonomicznym sposobem wydobywania cennych metali. Więźniowie w niemiłosiernie ciężkich warunkach eksploatowali pobliskie góry, budowali drogi i pierwsze zabudowania dzisiejszego Norylska. 
 
Nikt nie wie, ile istnień od latach 30-tych pochłonęła norylska ziemia. Oficjalnie mówi się o liczbie pół miliona, ale prawdopodobnie ofiar było dużo więcej.  Każdy metr drogi i każdy kilogram wydobytego metalu został okupiony krwią i niewyobrażalnym cierpieniem. Jest takie miejsce w Norylsku, porażające. Gdzie każdy, kto się tam znajdzie po prostu pada na kolana… Tam, gdzie Urwancew odkrył złoża niklu i miedzi, dokąd przybyli pierwsi zesłańcy i zbudowali pierwszy odcinek drogi kolejowej, aby transportować wagonikami kopaliny. To miejsce pamięci to Norylska Golgota. W powietrzu unosi się jeszcze widmo śmierci, a płytko pod stopami znajduje się niezliczona ilość kości. W tym miejscu możemy próbować wyobrazić sobie sytuację pierwszych zesłańców przybyłych na norylską ziemię. Początkowo mieszkali oni w lichych namiotach, w totalnych ciemnościach pod osłoną polarnej nocy, przy temperaturze spadającej do – 50 stopni, bez żadnej odzieży ochronnej. Zmuszani byli do morderczej pracy prymitywnymi narzędziami, a często gołymi rękami, by po 12 godzinach dostać wyznaczoną rację żywnościową.
 
W takim miejscu odbiera mowę, ściska gardło, w oczach pojawiają się łzy. Pod koniec lat 90-tych oraz na początku obecnego wieku, na Golgocie zaczęły pojawiać się pomniki; żeby uczcić pamięć wszystkich więźniów, zmarłych Żydów, Rosjan i przedstawicieli innych nacji. Jest kapliczka, jest dzwon, który bije, kiedy pociągnie się za sznur, i jest to jedyny dźwięk rozdzierający potworną ciszę. Ze wszystkich pomników najbardziej przyciąga uwagę jeden, poświęcony poległym Polakom, zbudowany z prywatnej inicjatywy w 1996 roku. Przedstawia wyłożone krzyżami tory do nieba, donikąd? Na dole tablica: „Pamięci wszystkich Polaków, którzy pozostali w tej ziemi. Niech spoczywają w pokoju”. 
 
 
Ze wzgórza doskonale widać panoramę dzisiejszego Norylska. Miasto od samego początku bardzo szybko się rozrastało, piękniało. Powstawały w nim kolejne instytucje kulturalne, a w 1956 roku, kilka lat po śmierci Stalina i powstaniu więźniów, zlikwidowano łagier. Miasto z liczbą ludności sięgającą 70 tysięcy otrzymało prawa miejskie. Dziś przez centralną część przebiega jego główna arteria – Prospekt Leninski, a pozostałe ulice tworzą siatkę równoległych i prostopadłych linii, wśród których wyróżnić można kilka głównych najszerszych ulic. Norylsk jest dziełem więźniów, pośród których nie brakowało wybitnych postaci z dziedziny kultury, sztuki czy architektury. Z czasem miejsce to stało się dla wielu małą ojczyzną, którą chcieli urządzić sobie jak najpiękniej. I tak też się stało. Leninski Prospekt uważany jest za miniaturkę Newskiego z Sankt Petersburga. Wystarczy przejść się tylko tą jedną ulicą, by zauważyć mieszankę stylów. Najstarszą część miasta tworzą zabudowania z lat 40-tych i 50-tych, z okresu stalinowskiego. Te niewysokie konstrukcje stawiane były na płytkich betonowych fundamentach. Współczesne budownictwo to już wielopiętrowe budynki stawiane na 30 – metrowych palach wmontowanych w wieczną zmarzlinę. Brak jest zieleni, parków, skwerów. 
 
Panorama miasta sprawia widok bardzo przygnębiający.  Dookoła kominy należące do giganta, koncernu Norilsk Nickel. Są to największe zakłady na świecie wydobywające ten metal. Producent zapewnia 1/5 podaży niklu na światowym rynku. Produkuje milion ton niklu i miedzi.  Dziś koncern należy do holdingu Interros, kontrolowanego przez oligarchę Władimira Potanina. W podbiegunowym oddziale zatrudnionych jest 60 tysięcy norylczan. Praktycznie każda rodzina związana jest z pracą w przemyśle ciężkim. Pod ziemią w okolicach Norylska oraz całego regionu Tałnachskich Gór kryje się prawdopodobnie cała tablica Mendelejewa. Strategicznie niezwykle cenny teren. Do dziś jest to miasto zamknięte. Aby się tam dostać, potrzebne jest specjalne pozwolenie, które wydaje wyłącznie Federalna Służba Bezpieczeństwa. 
 
 
Ogromnym problemem jest  zanieczyszczenie. Rokrocznie wielki kombinat produkuje ok. 2 mln ton dwutlenku siarki. O zmniejszenie emisji zanieczyszczeń apelują międzynarodowe organizacje. Problem ten dotyka nie tylko miejscowych. Ogromne ilości trujących gazów wraz ze stałymi wiatrami docierają nawet nad Norwegię i Alaskę. Podobno władze zamiast zmienić technologię produkcji kazały skrócić kominy. Spowodowało to jeszcze większe zatrucie okolicznych terenów. 
 
A jednak do Norylska wciąż intensywnie napływają kolejni przyjezdni. Pomimo trudnych warunków życia, chętnych do pracy tutaj nie brakuje. A to za sprawą trzykrotnie wyższej pensji niż przeciętna w Federacji Rosyjskiej. Dodatkowo przysługuje tzw. siewiernaja piensja, czyli emerytura północna, również trzykrotnie wyższa za pracę w wyjątkowo ciężkich warunkach. Spora część napływowej ludności planuje przybyć do Norylska, aby wypracować sobie emeryturę północną, a potem chcą wrócić w cieplejsze strony. Dla organizmu jest to jednak zabójcze. Według miejscowych lekarzy. wiele lat życia w tak surowym klimacie, jaki panuje w Norylsku powoduje kurczenie się włosowatych naczyń. Kiedy człowiek przenosi się do ciepłego klimatu, ponowne ich rozszerzenie wpływa bardzo destrukcyjnie na zdrowie. Paradoksalnie lepiej jest już zostać. Poza Rosjanami przybyłymi za chlebem z każdej strony ogromnego kraju, w Norylsku spotkać można reprezentantów różnych nacji, przeważnie z Zakaukazia. Przejawem tego jest na przykład…meczet, najdalej wysunięty na północ meczet na świecie. Powstał w latach 90-tych z prywatnej inicjatywy Norylczana Midechata Bikmejewa, który fundując muzułmańską świątynię chciał uczcić pamięć swoich rodziców. 
 
Na brak pracy norylczanie narzekać nie mogą. Na ulicach można spotkać naprawdę luksusowe marki samochodów. Jednakże wszystkie produkty w mieście są również kilkakrotnie droższe niż w pozostałych częściach kraju. A to dlatego, że dosłownie wszystko trzeba do Norylska dostarczyć. Na wiecznej zmarzlinie, bez światła, przy srogich mrozach przez większą część roku nic nie urośnie. Brak też jest zakładów produkcyjnych. Koszty utrzymania są tutaj wysokie, a każdy wyjazd w tzw. interior, czyli w głąb kontynentu to dodatkowe koszty. Na samolot decyduje się niewielu. Najpopularniejszym sposobem przemieszczania się jest kilkudniowa podróż statkiem w górę Jeniseju. W ten sposób, młodzi wyjeżdżają na studia do najbliższego wielkiego ośrodka miejskiego -  Krasnojarska. Cały dobytek musi zmieścić się w ciasnej kilkuosobowej kajucie, a rozłąka z rodziną w porcie w Dudince może trwać rok albo i na dłużej. 
 
 
Przechadzając się po ulicach Norylska, odnosimy wrażenie, że jest to najsmutniejsze miejsce na ziemi. Często można spotkać się z taką opinią. Niewiarygodne jest, że człowiek może żyć w takich warunkach, gdzie w ustach czuć metaliczny posmak, przez większą część roku jest szaro lub panuje noc i wieją przenikliwie lodowate wichury, gdzie w powietrzu unosi się wieczny smog, a po horyzont widoczne są wielkie kominy i rury. 
 
Jednak jeszcze bardziej fascynującym jest fakt, że norylczanie z krwi i kości, którzy przeżyli tu większość swojego życia, ale również ci, którzy przyjechali tutaj stosunkowo, kochają to miasto. Kochają je za najważniejsze chwile w swoim życiu, za tony zawsze burego śniegu, którego w takiej ilości nie widzieli nigdzie indziej, za góry i piękną przyrodę wokół nich. Kochają Norylsk za te chwile, kiedy w końcu zza horyzontu wyłaniają się pierwsze promienie słoneczne i za subotniki, kiedy mogą się zjednoczyć i sprawić, że ich Norylsk na chwilę stanie się piękny.
 
 
Izabela Rutkowska
© Szerokie Tory 2013 | All Rights Reserved
Designed & Developed insidedreams