Pieszo przez Bajkał - relacja z wyprawy

Pieszo przez Bajkał - relacja z wyprawy

Kolej Transsyberyjska

Kolej Transsyberyjska

Zaplanuj swój wyjazd!

Irkuck. Pocztówka z Syberii

Irkuck. Pocztówka z Syberii

Reportaż z syberyjskiego miasta

Bajkalskie TOP 10

Bajkalskie TOP 10

Subiektywny wybór atrakcji

Droga życia

Droga życia

Bajkalsko-amurska magistrala

Pieszo przez Bajkał - relacja z wyprawy

Po wylądowaniu w Irkucku, uzupełnieniu zapasów sprzętu i żywności, ruszyliśmy prosto nad Bajkał. Pierwsze dwa dni były przeznaczone na aklimatyzację, przyzwyczajenie uczestników do warunków poruszania się po lodzie oraz zapoznanie z zagrożeniami i zasadami bezpieczeństwa. Od samego początku zmagaliśmy się z pogodą, która przeczyła podręcznikom danym o klimacie Syberii Wschodniej - powinien być lekki mróz, słonecznie i bezwietrznie. Tymczasem już podczas pierwszego wyjścia na 18-kilometrową trasę z Bolszych Kotów do Listwianki trafiliśmy na ciepły wiatr w twarz, który wzbijał tumany świeżego śniegu i chwilami uniemożliwiał marsz. Nic to. Na Bajkale, jakby nie było, jest fajnie.




Bazą wypadową do zasadniczej eskapady po lodzie była Buguldiejka - niewielka wieś zamieszkana głównie przez Buriatów, rdzennych mieszkańców tych okolic. Po lodzie dowiozły nas tam poduszkowce. Dalszy plan zakładał lodową wędrówkę wzdłuż zachodnich brzegów Bajkału w rejon cieśniny Olchońskie Wrota (oddzielającej wyspę Olchon od stałego lądu). Świadomie wybraliśmy właśnie ten rejon Bajkału jako miejsce naszego marszu, bo właśnie tu jest największe prawdopodobieństwo, trafienia na goły, nie zasypany śniegiem, przezroczysty lód. Ważną przesłanką był również fakt, że na naszej trasie nie było żadnych miejscowości - a chodziło nam, by nic nam nie zakłócało kontaktu z przyrodą.



Zasadnicza wędrówka trwała cztery dni. Pogoda była nietypowa - ciepło, z temperaturami około zera st. C i wietrznie. Każdego pokonywaliśmy około 20 kilometrów (przy spokojnym trybie życia to optymalna długość przejścia). Na trasę ruszaliśmy ok. 11:00, po śniadaniu, wysuszeniu śpiworów i namiotów i zwinięciu obozu, a około 18:00 przystępowaliśmy do rozbijania kolejnego obozu. Mieliśmy do dyspozycji samochód asekuracyjny (rosyjskiego UAZ-a), który transportował większość sprzętu, żywności i bagażu i stanowił zabezpieczenie na wypadek sytuacji nieprzewidzianych.



Ze względu na nietypową, wietrzną pogodę, obozy rozstawialiśmy przy brzegu, w rejonie skalistych przylądków osłaniających od silnych powiewów.

Budowa obozów odbywała się bardzo sprawnie. Korzystaliśmy ze sprawdzonych w różnych warunków namiotów Marabut Arco. W warunkach niskiej temperatury ważnym atutem dzielnych Marabutów jest szybkość i prostota rozkładania, z czym radzili sobie nawet mało doświadczeni uczestnicy wyjazdu. Namioty przytwierdzaliśmy do podłoża przy pomocy wkrętów lodowych (do kupienia w rosyjskich sklepach wędkarskich; śruby lodowe nie są niezbędne), a fartuchy śnieżne obkładaliśmy kawałkami lodu z torosów. Nocne wichury stanowiły próbę stabilności naszych Marabutów Arko - przeszły ją obronną ręką. Wobec anomalnie wysokich temperatur, chwilami przekraczających zero st. C, pewną trudność stanowiła wilgoć w namiotach i konieczność porannego suszenia ekwipunku.



Jeśli chodzi o sprzętowe przygotowanie do marszu, to oprócz odzieży, zapewniającej ciepło i ochronę od wiatru, najważniejsze są nakładki z kolcami na buty (mniejsze niż raczki, które są mało komfortowe przy długim marszu po twardej powierzchni) i kijki od nart biegowych (zakończone kolcami). Bez nich zwykłe chodzenie byłoby wręcz niemożliwe, szczególnie w warunkach silnego wiatru, który kilka razy nam się zdarzył. Lód tak śliski, że bez kolców trudno odbić się do wykonania kroku, a gdy przy porywach wiatru - człowiek jest unoszony przez wiatr. Na grupę braliśmy też jedne sanki, w których jechał zasób sprzętu i prowiant na dany dzień.

Wbrew pozorom, wędrówka po lodzie wcale nie jest monotonna i nudna. Zamarznięty Bajkał to wielka ilość zjawisk lodowych. Pod wpływem zmian temperatury lód rozszerza się, wskutek czego na jego powierzchnię wyrzucane są torosy, albo pęka, tworząc szczeliny osiągające niekiedy 2 metry szerokości (na szczęście w tym roku było ich niewiele). Pasjonujące jest też obserwowanie zmieniającej się struktury przezroczystego lodu pod nogami: pęknięć, faktury powierzchni, wzmarzniętych bąbelków itd. Bogactwo wrażeń dopełnia obcowanie z nieograniczoną przestrzenią otwartego Bajkału (jak na pustyni) oraz widowiskowe wybrzeża, wzdłuż których się poruszaliśmy.