Transsyb - jak nie być głodnym i dobrze zjeść

Szerokie Tory

Miejsca. Spotkania. Emocje.

Często otrzymujemy pytania: a jak to jest z jedzeniem w tym pociągu transsyberyjskim? Możliwości zorganizowania sobie wyżywienia jest kilka i każdy może wybrać odpowiedni wariant dla siebie, w zależności od budżetu, gustu i wymagań.


Zakupy na drogę

Po pierwsze, przed każdym odcinkiem podróży Koleją Transsyberyjską warto odwiedzić miejscowy supermarket lub sklep spożywczy i zrobić jakieś zapasy spożywcze. Nie ma sensu robić zapasów jak na zimę, bo prowiant będzie można uzupełnić po drodze - o czym piszemy dalej. 

Warto kupić chleb, jakąś konserwę rybną (polecamy sajrę), niewielką ilość sera (nie będzie lodówki!), napoje, herbatę. Jak ktoś lubi, to można zabrać puszkę czerwonego kawioru i urządzać na kolejowym stoliku wystawne śniadania albo wykwintne zestawy zakąsek. 

A jeśli komuś zależy na ograniczaniu kosztów, to w Rosji jest wielki wybór zupek chińskich, puree w proszku i temu podobnych dań, które bez problemu można “ugotować” w pociągu, bo dostęp do wrzątku mamy nieograniczony.


Jedzenie na peronie

Niestety, minęły już rzewnie wspominane przez nas czasy, kiedy na każdej stacji na pasażerów czekały babuszki, oferujące gorące pierogi, pirażki, ziemniaki, naleśniki, pieczone kurczaki czy nawet gotowane raki. W większości przypadków panie sprzedające domowe jedzenie zostały przegonione przez organa ścigania, nierzadko na wniosek konkurencji - właścicieli peronowych budek.

Na smaczne dania od babuszek można jeszcze liczyć na stacji Barabińsk na Zachodniej Syberii (choć ostatnio bywało, że sympatyczne panie musiały handlować przez płot, bo na stację nie miały wstępu), gdzie przede wszystkim warto rozejrzeć się za wędzonymi i pieczonymi rybami z okolicznych jezior.

Ale absolutnym hitem w kategorii stacji z domowym jedzeniem jest Biełogorsk (na Dalekim Wschodzie), na którym jest tak jak w starych dobrych czasach. Rozmaitych dań do wyboru, do koloru, nie brakuje zieleniny oraz sezonowych warzyw i owoców! W trakcie krótkiego postoju można zakupić tyle jedzenia, że trudno je potem rozłożyć na wagonowym stoliku i zjeść do Chabarowska.

Pań handlujących jedzeniem można wypatrywać także na innych niedużych stacjach. Generalnie - im mniej znacząca stacja, tym większa szansa na babuszki.

A jeśli ich nie będzie, to na pewno na stacji rzucą się w oczy peronowe kioski, w których można kupić podstawowe produkty spożywcze, np. świeży chleb. Dlatego, nawiązując do poprzedniego punktu, nie ma sensu robienie gigantycznych zapasów przed wyjazdem.


WARS wita Was

Najdroższa i, zdaniem niektórych, najbardziej cywilizowana forma wyżywienia w Transsybie to stołowanie się w wagonie restauracyjnym. Przy czym wars warsowi nierówny (prowadzone są przez prywatnych ajentów) i w zależności od pociągu można trafić na różny poziom cen oraz kuchni, a także spektrum oferowanych alkoholi (bywa, że jest tylko piwo).

Na początku podróży dobrze jest wybrać się do riestorana na rekonesans i, sącząc zimne piwo, przyjrzeć się daniom, które lądują na stołach naszych sąsiadów. Niekiedy jako kucharze w warsach pracują prawdziwi kulinarni artyści, którzy kiedyś rzucili pracę w miejskich restauracjach i wybrali wolność pracy w pociągu. Wtedy można liczyć na gastronomiczne dzieła sztuki, za które warto nawet sporo zapłacić. A innym razem bywa, że w wagonie restauracyjnym serwowane jest zwykłe stołówkowe jedzenie za kosmiczne ceny.

Dobrym testem poziomu kolejowej knajpy jest zamówienie solianki, czyli jednej z najbardziej typowych rosyjskich zup. Jeśli będzie niesmaczna bądź rozwodniona, to znaczy, że wars jest słaby.

Dodajmy jeszcze, że w zależności od tego, kto jedzie danym pociągiem, w riestoranie może być zupełnie inna atmosfera. Bywa nudno, zdarza się, że jest jak w mordowni, a niekiedy można trafić na imprezy z gitarą, mocno integrujące wszystkich pasażerów. (Jakoś tak się składa, że często to grupy Szerokich Torów, wszczynają tego rodzaju zabawy…).


A jeśli ktoś chce wypić...

…to wcale nie ma tak łatwo, bo teoretycznie w pociągu obowiązuje całkowity zakaz spożywania alkoholu (nawet piwa). Uchylony jest on tylko na terenie wagonu restauracyjnego. Nie oznacza to, że wypić się nie da, ale trzeba mieć w tym temacie umiar i nie obnosić się (tak jak na wycieczce szkolnej), by nie narazić się na nieprzyjemności ze strony prowadników czy patroli policyjnych, które przechadzają się po składach pociągów.

Nie widzieliśmy nigdy, żeby ktoś poniósł surowe konsekwencje za spożycie symbolicznej lampki wina. Ale trzeba pamiętać, że “człowiek na poziomie zawsze trzyma się w pionie”, bo tych, którzy o tym zapominają, mundurowi potrafią skuć w kajdanki i wysadzić z pociągu na najbliższej stacji.


Akcesoria

Nie ma sensu zabierać ze sobą całej zastawy stołowej, ale z pewności plastikowy talerzyk,, zestaw sztućców i ściereczka przydadzą się. Dobrze mieć też gazetę, która idealnie nadaje się jako obrus pod wędzoną rybę. Kubek nie będzie niezbędny, bo szklankę można wypożyczyć od prowadnicy, a zupki chińskie zwykle sprzedawane są w plastikowych pojemnikach.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu mechanizmu cookies w swojej przeglądarce.

Akceptuję